Przejdź do treści

Marta z Betanii – lekcja o równowadze między działaniem a słuchaniem

Marta, siostra Marii i Łazarza, uczy nas, że gorliwość i pragnienie bycia pożytecznym to dobra rzeczy. Ale czy wiemy, kiedy zatrzymać się i po prostu być? Odkryj, jak jej historia przemawia do naszych współczesnych pośpiechów.

A
Admin
3 min czytania
0
Zdjęcie: Marta z Betanii – lekcja o równowadze między działaniem a słuchaniem

Marta – kobieta działania

Znamy ją z paru wersów Ewangelii wg św. Łukasza, ale jej postać mówi nam bardzo wiele. Marta z Betanii to kobieta pełna energii, uważna na detale, gotowa służyć. Gdy Jezus przychodzi do jej domu, ona nie siedzi bezczynnie – organizuje powitanie, przygotowuje posiłek, dba o to, by wszystko było godne gościa.

"Marta zajęta była całą służbą. Przystąpiwszy zaś rzekła: Panie, czy nie dbasz o to, że siostra moja zostawiła mnie samą przy służbie? Powiedz jej więc, aby mi pomogła." (Łk 10, 40)

W tym geście rozpoznajemy siebie – tych, którzy pracują, planują, organizują. Dla wielu z nas Marta nie jest negatywnym przykładem. Jej postawa wydaje się naturalna, wręcz podziwu godna.

Cisza Marii a aktywność Marty

Ale jest tu jeszcze Maria, siostra Marty. Maria siedzi u stóp Jezusa i słucha jego słów. Podczas gdy Marta kręci się w kuchni, Maria wybiera – świadomie i bez złego sumienia – aby być obecna.

"Maria zaś usiadła u stóp Pana i słuchała jego słowa. Marta natomiast zajęta była całą służbą." (Łk 10, 39-40)

I tu Jezus mówi coś, co może nas zaskoczyć:

"Marta, Marta, ty się niepokoisz i zamartwasz o wiele rzeczy. Jedno tylko jest potrzebne. Maria wybrała sobie lepszą część, która jej nie będzie odebrana." (Łk 10, 41-42)

To nie jest krytyka Marty. To jest miłosne ostrzeżenie.

Co możemy nauczyć się od Marty?

Pragnienie służby to dar

Najpierw – Jezus nie mówi Marcie, że pracować to zło. Jej pragnienie bycia pożyteczną, jej gotowość do służby to piękne cechy. W naszym świecie, gdzie często słyszy się: "Dbaj tylko o siebie", Marta przypomina nam wartość ofiarności.

Ale...

Niepokój zjada nam życie

Problematyczne jest coś innego. Marta się "niepokoi i zamartwia". Liczba mnogą tutaj nie jest przypadkowa – nie chodzi o jedną rzecz. Jej umysł skacze z jednej na drugą, ze strachu, że coś będzie niedokładne, niedostateczne.

Czy znamy to uczucie? Ten stan, w którym nawet gdy coś robimy dla innych, dla Boga – nasze serca biją szybciej z obaw? Gdy nasza służba staje się gorączką, a nie miłością?

Jedno tylko jest potrzebne

Jezus nie każe Marcie rzucić pracy. Ale wskazuje na hierarchię wartości. Są rzeczy ważne, a jest rzecz najważniejsza – bycie z Nim, słuchanie Go, pozwolenie sobie na obecność.

W naszym świecie permanentnego pośpiechu ta lekcja brzmi jak wołanie na puszczy. Mamy listy zadań długie jak ramiona, powiadomienia na telefonach, wieczne poczucie, że coś zostawiliśmy niedokończone.

Marta uczy nas, że czasami najważniejsze, co możemy zrobić, to... nic.

Jak mądrze żyć?

Rozpoznaj swój rytm Marty

Gdyż Marta przychodzi do nas nie raz dziennie, ale setki razy. Za każdym razem, gdy wybieramy działalność zamiast słuchania, wybieram zajętość zamiast modlitwy, rutynę zamiast refleksji.

Zaproś Jezusa do swojego domu

Ale to piękne, że Jezus przychodzi do domu Marty. Obecność Jego już tam jest. Marta mogła wybierać – zamiast przygotowywać pięciodaniowy obiad, mogła przygotować czekoladę, chleb i ser. Zamiast burzyć się – mogła usiąść.

Równowaga, nie perfekcjonizm

Nie chodzi tu o całkowitą rezygnację z odpowiedzialności. Marta nie musi być Marią, a Maria nie musi być Martą. Ale každa musi znaleźć moment, w którym się zatrzyma. Moment, w którym pozwoli sobie być, a nie robić.

Dla nas, dzisiaj

Marta z Betanii mieszka dzisiaj w naszych domach, naszych biurach, naszych smartfonach. Pracuje w nas każdy dzień.

Jezus nie mówi do niej gniewnie, ale z czułością. Zna ją. Zna naszą naturę. Wie, jak łatwo nam zagubić się w działaniu.

Możemy być jak Marta – pracowita, ofiarna, zaangażowana. Ale bądźmy też czujni, by czasami usiąść u stóp tego, co naprawdę ważne. By zatrzymać się, oddechnąć, posłuchać.

Bo jedno tylko jest potrzebne.

I to "jedno" zawsze czeka na nas. Spokojnie, cierpliwie, z otwartymi ramionami.

Nadal czeka.

Udostępnij:

Komentarze (0)

Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Prosimy o kulturalną i budującą dyskusję.

Podobne artykuły