Przejdź do treści

Marta z Betanii — sztuka bycia sobą w obecności Boga

Marta często bywa postrzegana jako kobieta rozproszona. Ale jej historia uczy nas czegoś głębszego — że służba i kontemplacja mogą się uzupełniać, a Bóg chce poznać nas takimi, jakimi naprawdę jesteśmy.

A
Admin
4 min czytania
0
Zdjęcie: Marta z Betanii — sztuka bycia sobą w obecności Boga

Marta z Betanii — sztuka bycia sobą w obecności Boga

Kiedy czytamy o Marcie z Betanii, często przychodzi nam na myśl obraz zajętej, zatroskana kobiety, która "o wiele się niepokoiła". Słowa Jezusa, że "Maria wybrała sobie lepszą część", brzmią dla nas jak gdzieś skryty wyrzut. Ale jeśli przyjrzymy się tej historii uważniej, odkryjemy coś pięknego — wciąż aktualną lekcję o tym, jak żyć autentycznie w obecności Boga.

Kto była Marta?

"W ich podróży wszedł Jezus do pewnej wioski. Tu pewna kobieta imieniem Marta przyjęła Go do swego domu. Miała siostrę zwaną Marią, która usiadła u nóg Pana i słuchała Jego słowa. Marta zaś rozpraszała się przy służbie. Podeszła więc do Niego i powiedziała: »Panie, czyż Ci nie zależy na tym, że moja siostra zostawiła mnie samą przy służbie?«" (Łk 10, 38-40)

Marta to kobieta czynu. W jej domu Jezus czuje się bezpiecznie, zaopiekowany, otoczony troską. To, co robi, robi z sercem — przygotowuje posiłek, dba o gościa, stwarza warunki do tego, by wszyscy byli wygodni. Czy to nie jest piękne? Ale Marta ma problem — rozprasza się. Jej działanie przestaje być służbą pełną pokoju, a staje się pracą pełną niepokoju.

Lekcja dla nas: poznaj siebie

Jesteśmy w świecie, gdzie ciągle coś musimy robić. Pracujemy, opiekujemy się rodziną, angażujemy się w parafię, rozwiązujemy problemy. Marta to my — każdy z nas, który wie, że odpowiedzialność jest ważna, że trzeba coś z sobą robić.

Ale historia Marty uczy nas czegoś subttelnego: nie chodzi o to, żeby przestać działać, ale żeby działać z wewnętrznym pokojem. Nie chodzi o to, żeby wybrać Maria zamiast Marty, ale żeby być Martą z sercem Marii — działać z modlitwą, służyć z radością, a nie z zatroskaniem.

"Zaniepokoiłam się i rozpraszam przy wielu sprawach. Jedno jest potrzebne..." (Łk 10, 41-42)

Przywrócenie godności Marcie

Co ciekawe, Marta pojawia się w Ewangelii jeszcze raz, w bardziej dramatycznej sytuacji. Gdy Łazarz umiera, to Marta jako pierwsza wychodzi Jezusowi naprzeciw:

"Marta powiedziała do Jezusa: Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł" (J 11, 21)

Ale zaraz potem wyznaje wielkiego wyznania wiary:

"Tak, Panie, ja wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, Ten, który przychodzi na świat" (J 11, 27)

Marta nie zamieniła się w Marię. Pozostała sobą — działającą, mówiącą, szukającą. Ale nauczyła się ufać. Jej czyn, połączony z wiarą, stał się czymś mocnym.

Jak to odnowić w naszym życiu?

Po pierwsze, zaakceptuj swoją naturę. Jeśli jesteś taką osobą, która woli działać niż medytować — to jest w porządku. Bóg cię takim stworzył.

Po drugie, zauważ moment, w którym twoja działalność przestaje być służbą, a staje się niepokojem. To zazwyczaj moment, w którym zapominasz, dla kogo robisz, dlaczego robisz i że Bóg jest obecny w tym, co robisz.

Po trzecie, czasami po prostu siedź. Nie musisz robić nic idealnie. Możesz pozwolić drugiemu człowiekowi (lub Jezusowi) czasami po prostu być.

Po czwarte, połącz czyn z wiarą. Marta nauczyła się wierzyć — w Zmartwychwstanie, w Jezusie, w tym, że nie jest sama, nawet gdy wszystko się wali. To dało jej moc.

Przesłanie dla nas

Gdy czytamy tę historię dziś, możemy zobaczyć się w Marcie. Może rozpraszamy się pracą, obowiązkami, rzeczami, które wydają się ważne. Ale historia Marty — zwłaszcza ta druga jej obecność w Ewangelii — mówi nam, że nie chodzi o porzucenie odpowiedzialności.

Chodzi o to, aby nasze działanie, nasze odpowiedzialności, nasza nieustanna troska o innych były zakotwiczone w wierze i zaufaniu. Żeby, nawet w środku szaleństwa dnia, mogły być dla nas okazją do powiedzenia Jezusowi: "Wierzę w Ciebie."

Marta uczy nas, że możemy być aktywne i duchowe jednocześnie. Że nie musimy wybierać między byciem człowiekiem czynu a człowiekiem wiary. Możemy być obydwoma — jeśli tylko pamiętamy, komu służymy i dlaczego.


Może dziś warto zatrzymać się na chwilę, nawet w środku swoich spraw, i zapytać: czy moja działalność źródłem jest pokój czy niepokój? Czy służę z sercem, czy tylko z obowiązku?

Udostępnij:

Komentarze (0)

Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Prosimy o kulturalną i budującą dyskusję.

Podobne artykuły