Przejdź do treści

Miłosierny Samarytanin: przypowieść, która pyta, kim jest mój bliźni

Kapłan przeszedł obok. Lewita przeszedł obok. Zatrzymał się ten, po którym nikt się tego nie spodziewał. Co przypowieść o Samarytaninie mówi nam dzisiaj?

A
Admin
2 min czytania
0
Zdjęcie: Miłosierny Samarytanin: przypowieść, która pyta, kim jest mój bliźni

Pytanie, które chciał obejść

Przypowieść zaczyna się od pytania zadanego z niecałkiem czystych pobudek. Uczony w Prawie pyta Jezusa: "A kto jest moim bliźnim?" (Łk 10, 29). Łukasz dopisuje, że pytający "chciał się usprawiedliwić", innymi słowy, szukał granicy, poza którą miłość bliźniego przestaje obowiązywać.

Jezus nie odpowiada definicją. Opowiada historię.

Trzej przechodnie

Człowiek napadnięty przez zbójców leży na drodze z Jerozolimy do Jerycha, pobity, obrabowany, na wpół żywy. Przechodzi kapłan, widzi go i omija. Przechodzi lewita, sługa świątyni, człowiek religijny z zawodu, i też omija. Obaj mieli powody, dotknięcie zwłok czyniło rytualnie nieczystym, a on mógł wyglądać na martwego.

Trzecim przechodniem jest Samarytanin. Dla żydowskich słuchaczy Jezusa to postać niemal wroga, Samarytanie i Żydzi unikali się od pokoleń z powodów religijnych i historycznych. A jednak to on "wzruszył się głęboko" (Łk 10, 33), opatrzył rany, posadził rannego na swoim zwierzęciu, zapłacił za jego opiekę w gospodzie i obiecał wrócić.

Odwrócone pytanie

Na koniec Jezus odwraca pytanie uczonego. Nie pyta "kto jest twoim bliźnim", pyta: "Który z tych trzech okazał się bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?" (Łk 10, 36). To subtelna, ale ogromna różnica. Uczony chciał wiedzieć, kogo wolno mu pominąć. Jezus pyta, dla kogo on sam jest gotów stać się bliźnim.

Kim dziś jest Samarytanin

Współcześnie łatwo czytać tę przypowieść jako miłą historię o pomaganiu nieznajomym. Trudniej zapytać: kto dzisiaj jest dla mnie "Samarytaninem", osobą, po której najmniej spodziewałbym się dobra, bo dzieli mnie z nią poglądy, wiara, pochodzenie czy historia rodzinna? I odwrotnie: obok kogo ja sam dziś przechodzę, bo wygodniej mi tego nie zauważyć?

Nie tylko uczucie, ale czyn

Warto zauważyć, że Samarytanin nie poprzestał na współczuciu. Zszedł z drogi, zapłacił z własnej kieszeni, zaangażował swój czas. Miłosierdzie w tej przypowieści ma ręce i portfel, nie tylko serce. To praktyczna, kosztowna miłość, a nie tylko dobre intencje.

Jezus kończy słowami: "Idź i ty czyń podobnie" (Łk 10, 37). Nie "rozważ to", nie "poczuj współczucie". Idź i czyń.

Udostępnij:

Komentarze (0)

Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Prosimy o kulturalną i budującą dyskusję.

Podobne artykuły