Ewangelia w Afryce — misjonarskie doświadczenia
Trzy lata spędzone wśród ludu Maasai w Kenii zmieniły moje rozumienie Ewangelii. Oni nauczyli mnie, czym jest prostota…
Przez lata żyłam z dala od Boga, przekonana, że wiara to coś dla słabych. Pewnej nocy wszystko się zmieniło. Dziś dzielę się tym świadectwem, bo wiem, że nie tylko mnie może przemienić.
Przez trzydzieści lat byłam przekonana, że jestem samowystarczalna. Kariera, rodzina, sukcesy — wszystko budowałam własną siłą. Bóg? To dla tych, co potrzebują protezy.
Ale w środku była pustka. Ogromna, ciemna pustka, którą próbowałam zapełnić pracą, podróżami, zakupami, relacjami. Nic nie pomagało.
Miałam czterdzieści dwa lata, gdy trafiłam do szpitala z wypaleniem zawodowym. Leżałam sama w pokoju, bez telefonu, bez laptopa. I po raz pierwszy od lat miałam czas na ciszę.
W tej ciszy usłyszałam pytanie — nie głosem, ale w sercu: "Dlaczego uciekasz?". I zaczęłam płakać. Płakałam przez całą noc.
"Czego szukasz w tych wszystkich miejscach? Ja jestem tu." — tak to odczułam.
Rano poprosiłam pielęgniarkę o Biblię. Otworzyłam ją losowo i trafiłam na Psalm 139: "Panie, zbadałeś mnie i znasz mnie". Płakałam dalej, ale inaczej. Z ulgą.
To był początek. Nie dramatycznego nawrócenia, nie wizji ani cudów. Po prostu — powolne wracanie do domu.
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.
Trzy lata spędzone wśród ludu Maasai w Kenii zmieniły moje rozumienie Ewangelii. Oni nauczyli mnie, czym jest prostota…