Jak Bóg zmienił moje życie — świadectwo nawrócenia
Przez lata żyłam z dala od Boga, przekonana, że wiara to coś dla słabych. Pewnej nocy wszystko się zmieniło. Dziś dzielę się tym…
Straciłam córkę w ósmym miesiącu ciąży. To był najtrudniejszy moment mojego życia. Wiele osób pyta: jak można wierzyć po takiej stracie? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana niż tak lub nie.
Anastazja miała przyjść na świat w maju. Odeszła w marcu. W szpitalu, na oddziale, byłam w ciszy, która mnie rozrywała. I pamiętam, że nie umiałam się modlić. Tylko siedziałam i patrzyłam w ścianę.
Nie byłam zła na Boga. Byłam zbyt rozbita, żeby cokolwiek czuć.
Przez pierwsze tygodnie Bóg docierał do mnie przez innych. Przez przyjaciółkę, która po prostu siedziała ze mną i nie mówiła nic. Przez proboszcza, który odprawił pogrzeb z godnością i czułością. Przez nieznajomą kobietę na rekolekcjach, która powiedziała: „Moja córka też odeszła. Bóg ją teraz trzyma. Obie nasze córki są bezpieczne."
To zdanie coś we mnie otworzyło.
„Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni." — Mt 5,4
Kilka miesięcy później przyszedł gniew. Krzyczałam do Boga w samochodzie. „Dlaczego? Po co? Gdzie byłeś?" I — o dziwo — to był pierwszy raz po jej śmierci, kiedy poczułam, że nie jestem sama. Jakby Bóg czekał na tę krzyczącą modlitwę.
Anastazja miałaby teraz trzy lata. Każdy maj jest trudny. Ale wierzę — nie naiwnie, lecz z blizną — że ona jest. Że Bóg, który ją stworzył, ją trzyma. I że moja wiara, która przeżyła tę stratę, jest innej jakości niż ta przed nią.
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.
Przez lata żyłam z dala od Boga, przekonana, że wiara to coś dla słabych. Pewnej nocy wszystko się zmieniło. Dziś dzielę się tym…
Trzy lata spędzone wśród ludu Maasai w Kenii zmieniły moje rozumienie Ewangelii. Oni nauczyli mnie, czym jest prostota wiary i radość z…
Odszedłem z Kościoła w wieku 18 lat — z przekonaniem, że to racjonalna decyzja. Przez 20 lat byłem pewny, że mam rację. Potem zdarzyło się…