Przejdź do treści

Jak modlitwa uzdrowiła moje relacje z ojcem

Przez 15 lat nie rozmawiałem z ojcem. Złość i uraza rosły jak mur. Pewnego dnia zacząłem się za niego modlić, nie dlatego, że chciałem, ale dlatego, że ktoś mi to zasugerował. To zmieniło wszystko.

BT
br. Tomasz Nowak
8 min czytania
198
Zdjęcie: Jak modlitwa uzdrowiła moje relacje z ojcem

Mur, który budowałem latami

Mój ojciec był nieobecny. Fizycznie był w domu, ale emocjonalnie go nie było. Praca, alkohol, milczenie. Jako dziecko czułem, że jestem mu obojętny. Jako dorosły, odciąłem się. Telefony raz na rok, żadnych wizyt, zimna uprzejmość na pogrzebach.

Mówiłem sobie, że mam rację. Bo miałem rację. I ta słuszność była moim więzieniem.

Modlitwa, której nie chciałem się modlić

Ksiądz na rekolekcjach powiedział: „Módlcie się za kogoś, kogo nie chcecie przeprosić ani przebaczyć. Módlcie się, żeby Bóg go pobłogosławił." Wewnętrznie zbuntowałem się. Ale spróbowałem.

Przez pierwsze dwa tygodnie modlitwa wychodziła mi przez zaciśnięte zęby. „Boże, pobłogosław mojego ojca." I nic. Tylko złość.

„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.", Mt 5,44

Coś się zmieniło

Po miesiącu zauważyłem, że myśląc o ojcu, czuję coś innego niż zawsze. Nie miłość, ale mniej złości. A potem, po raz pierwszy, zaciekawiło mnie pytanie: co sprawiło, że taki był? Co przeżył? Jaka była jego historia?

Zadzwoniłem do niego po czterech miesiącach. Spotkaliśmy się. Rozmawialiśmy trzy godziny. Płakaliśmy obaj.

Dziś

Ojciec ma 74 lata. Rozmawiamy co tydzień. Nie jesteśmy przyjaciółmi z bajki, mamy historię, która nie zniknie. Ale jest między nami coś, czego nigdy nie miałem: szczerość i szacunek. Bóg zrobił to przez modlitwę, której nie chciałem się modlić.

Udostępnij:

Komentarze (0)

Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.

Dodaj komentarz

Komentarze są moderowane. Prosimy o kulturalną i budującą dyskusję.

Podobne artykuły