Jak Bóg zmienił moje życie, świadectwo nawrócenia
Przez lata żyłam z dala od Boga, przekonana, że wiara to coś dla słabych. Pewnej nocy wszystko się zmieniło. Dziś dzielę się tym…
Przez lata wiara była dla mnie czymś prywatnym, modlitwa, Msza, lektury. Dopiero gdy zacząłem odwiedzać samotnych starców w domu opieki, zrozumiałem, czym jest wiara żywa.
Byłem „dobrym katolikiem", chodziłem na Mszę, modliłem się, czytałem. Ale Jakub Apostoł pisał: „Wiara bez uczynków jest martwa" (Jk 2,17). Przez długi czas nie rozumiałem, co to znaczy. Myślałem, że chodzi o wielkie gesty, misje, fundacje, heroizm.
Chodzi też o małe rzeczy. O bycie z człowiekiem.
Zgłosiłem się jako wolontariusz do domu opieki w moim mieście. Raz w tygodniu, dwie godziny. Miałem rozmawiać z mieszkańcami, czasem poczytać, czasem po prostu siedzieć.
Pani Zofia miała 89 lat i nie odwiedzał jej nikt. Gdy pierwszy raz przyszedłem, patrzyła na mnie z niedowierzaniem, jak na zjawisko. Jakby nie pamiętała, że mogą istnieć odwiedziny bez powodu.
„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.", Mt 25,40
Po roku wolontariatu moja prywatna modlitwa zmieniła się nie do poznania. Stała się bardziej konkretna, mniej abstrakcyjna. Wiedziałem, za kogo się modlę. Widziałem ich twarze.
Pani Zofia umarła w lutym. Byłem na jej pogrzebie. Byliśmy tylko my czworo, ja, dwie pielęgniarki i ksiądz. Płakałem i nie wstydziłem się. Ona na mnie czekała. I to jest coś, czego żadna lektura mi nie dała.
Bądź pierwszą osobą, która skomentuje ten artykuł.
Przez lata żyłam z dala od Boga, przekonana, że wiara to coś dla słabych. Pewnej nocy wszystko się zmieniło. Dziś dzielę się tym…
Trzy lata spędzone wśród ludu Maasai w Kenii zmieniły moje rozumienie Ewangelii. Oni nauczyli mnie, czym jest prostota wiary i radość z…
Odszedłem z Kościoła w wieku 18 lat, z przekonaniem, że to racjonalna decyzja. Przez 20 lat byłem pewny, że mam rację. Potem zdarzyło się…